Działka w Lublewie Gdańskim – Wigilia, Sylwester
Ta transakcja to jedna z tych historii, które udowadniają, że jeśli jest determinacja i dobra współpraca, to nawet „nierealne terminy” da się dowieźć.
Szczegóły nieruchomości
1. Jak to się zaczęło
W listopadzie odezwała się do mnie właścicielka działki z Lublewa Gdańskiego (gmina Kolbudy). Mieszka na stałe w Niemczech, działkę odziedziczyła po rodzicach i chciała ją sprzedać przed końcem roku. Było to dla niej ważne – miała jeszcze inne sprawy i w Polsce, i w Niemczech które musiała domykać, a wracała do Niemiec na stałe.
Działka miała ok. 740 m², w kształcie prostokąta.
Dla mnie – fajny, perspektywiczny teren.
Dla części kolegów z branży – „za mała i mało atrakcyjna dla kupującego”.
To była jedna z moich pierwszych działek w karierze, dlatego nie sugerowałem się opiniami. Dla mnie była fajna. Zrobiłem analizę i wyszło mi jasno: ma potencjał.
2. Sprawdzam wszystko od A do Z
Zanim wystawiłem ofertę, przejrzałem:
- miejscowy plan zagospodarowania,
- możliwości zabudowy,
- uwarunkowania okolicy,
- stan prawny działki.
Na papierze wszystko wyglądało dobrze – idealne pod budowę domu jednorodzinnego. Stwierdziłem: wchodzimy w to.
3. Publikacja oferty i… szybka reakcja rynku
Oferta poszła w internet i w ciągu zaledwie dwóch tygodni odezwało się kilka osób.
W pewnym momencie o działkę rywalizowały cztery grupy klientów. To był moment, w którym okazało się, że działka wcale nie jest „za mała”. Po prostu trzeba było pokazać jej potencjał właściwym osobom.
Uważam że dobrze przygotowałem tą ofertę - w jednym miejscu kupiec mógł od razu ocenić czy tam coś ciekawego postawi i na co może liczyć.
Finalnie wybraliśmy kupujących, którzy złożyli najlepszą ofertę dla właścicielki.
4. Umowa przedwstępna i problem z prawem pierwokupu
Przeszkoda pojawiła się w momencie podpisywania umowy warunkowej. W gminie Kolbudy obowiązuje prawo pierwokupu. To oznacza, że po podpisaniu umowy przedwstępnej trzeba wysłać dokumenty do gminy i czekać nawet miesiąc na odpowiedź: „kupujemy” lub „rezygnujemy”.
A właścicielce zależało, żeby zamknąć sprzedaż jeszcze w 2024 roku.
Gdybyśmy czekali miesiąc – transakcja przesuwałaby się na styczeń.
5. Walka z czasem – 23 grudnia, dzień przed Wigilią
Wsiadłem w auto i pojechałem do gminy 23 grudnia, dosłownie tuż przed świętami.
Z kompletem dokumentów, wyjaśnieniami, uzasadnieniem i prośbą, żeby sprawę rozpatrzyli wcześniej.
Powiedziałem wprost: działka nie ma strategicznego znaczenia, gmina i tak by jej nie kupiła, a właścicielka naprawdę potrzebuje domknąć sprawy jeszcze w tym roku.
I udało się.
Pozdrawiam Urząd Gminy w Kolbudach! Naprawdę miła i sympatyczna obsługa. Często chodzę po urzędach to mam porównanie.
Tak więc - Dostałem dokument, który pozwalał nam przejść do finalizacji.
6. Sylwester – finalizacja transakcji
Ostatecznie akt notarialny podpisaliśmy 31 grudnia, o godzinie 14:00. Tak – w Sylwestra.
To była jedna z najbardziej nietypowych, ale też najbardziej satysfakcjonujących chwil w mojej pracy.
Co ważne – właścicielki nie było na miejscu.
Wracała do Niemiec i nie mogła czekać na decyzję gminy.
Dlatego udzieliła mi pełnomocnictwa i poprosiła, żebym podpisał akt w jej imieniu.
Zaufała mi w 100%. Dla mnie to był ogromny gest i dowód na to, że praca z pełnym zaangażowaniem zawsze wraca.
7. Efekt końcowy
- kupca znalazłem w dwa tygodnie,
- mimo konkurencji znaleźliśmy najlepszą ofertę,
- udało się przyspieszyć decyzję gminy,
- zamknęliśmy transakcję jeszcze w 2024 roku,
- właścicielka nie musiała ponownie przyjeżdżać z Niemiec,
- a ja podpisywałem umowę końcową w jej imieniu.
To była transakcja, którą po prostu doprowadziłem do końca mimo presji czasu.
I jeden z tych momentów, które przypominają mi, dlaczego kocham tę pracę – bo każdy projekt da się dowieźć, jeśli tylko naprawdę chcesz.